Wasza powieść - Konkurs literacki dla debiutantów (cz.3)

  • środa, Lut 17 2016
  • Napisane przez  piaseczno4u
  • wielkość czcionki zmniejsz wielkość czcionki powiększ czcionkę

Publikujemy naszą, a właściwie to Waszą powieść, ponieważ jej fragmenty pisane są przez czytelników piaseczno4u!

Na portalu piaseczno4u ciągle trwa konkurs literacki dla debiutantów. Chętni, czytelnicy piaseczno4u, którzy nie opublikowali jeszcze żadnej własnej książki, mogą przesyłać kolejny proponowany fragment. W ten sposób powstaje powieść, którą napiszecie sami!

Kolejny fragment został przygotowany przez wielu czytelników piaseczno4u, a na wyróżnienie zasługują tym razem prace przesłane przez Mirosławę Marię Dąbrowską, Agnieszkę Tepli-Skoczylas i Piotra Nowaka.

Przedstawiamy całość z ostatnim, wybranym przez nas fragmentem napisanym przez Agnieszkę Tepli-Skoczylas.

 

Rozdział I


Adam Bogucki miał już osiemdziesiąt lat, lecz umysł niezwykle jasny. Na nieszczęście dla niego. Był to umysł tak przenikliwy, a zarazem tak subtelny, że chociaż łamał wiele praw moralnych, dbał również o czystość sumienia swego właściciela. Umysł tak przebiegły, że Adam Bogucki nigdy nie wpadał w omal niemożliwe do uniknięcia pułapki codziennego życia: nigdy się nie ożenił, nigdy nie zabiegał o żaden urząd polityczny i nigdy nie miał przyjaciela, któremu by ufał bez reszty. Czar osobisty Adama równał się jego błyskotliwości. Natomiast jego potęga wspierała się na obu tych talentach. I nawet teraz, gdy osiągnął mocno zaawansowany wiek, jego rady były cenione tak dalece, iż wielu ludzi, nadal polegało na jego analitycznych zdolnościach.

I oto właśnie teraz, przebywając w swej wielkiej, doskonale strzeżonej i położonej na uboczu, lecz oddalonej zaledwie o 30 minut jazdy samochodem od stolicy posiadłości, Adam Bogucki jeden z najbogatszych ludzi w kraju, oczekiwał przybycia swojego chrześniaka.

Rafał Markowski nerwowo stukał palcami po okładce skoroszytu. Zaczynał żałować, że zdecydował się na podróż pociągiem. Miał zamiar podczas drogi uporządkować materiały, ale zupełnie nie potrafił się skupić. Musiał w końcu przyznać sam przed sobą, że obawia się spotkania ze stryjem. Minęło ponad 20 lat, odkąd widzieli się po raz ostatni. Do dziś zachował wyraźne wspomnienie postawnego mężczyzny o irytująco wszechwiedzącym uśmiechu i nonszalanckim sposobie bycia. Zapamiętał jeszcze jeden szczegół: zimny błysk pogardy i niechęci, który pojawiał się w oczach stryja, gdy patrzył na swego brata. Błysk ów pojawiał się niezwykle rzadko, w tych nielicznych chwilach, gdy Bogucki pod wpływem irytacji czy złości tracił na moment panowanie nad twarzą. Tego wspomnienia Rafał trzymał się mocno; dodawało odwagi, pozwalało nie stracić z oczu celu.

Pociąg zwolnił. Markowski ocknął się z rozmyślań i wyjrzał przez okno. Miał przed sobą jeszcze przynajmniej pół godziny drogi. Westchnął z irytacją. Siedząca naprzeciw niego kobieta rzuciła mu krótkie, baczne spojrzenie znad książki. Wyprostował się odruchowo wciągając brzuch. Niestety było co wciągać. Markowski zawsze niemal obsesyjnie dbał o swój wygląd, jednak po przekroczeniu czterdziestki uznał, że folgowanie drobnym przyjemnościom, takim jak zimne piwo i dobrze przyrządzona golonka jest bardziej zabawne niż bezskutecznie próby zwrócenia na siebie uwagi płci przeciwnej. Z niechęcią uświadomił sobie, że nie stanowi atrakcyjnego obiektu obserwacji. Przyjrzał się uważnie współpasażerce. Ze złośliwą satysfakcją odkrył, że tu również niespecjalnie jest co podziwiać. Ciemne włosy grzecznie zebrane w gładki kok, stonowany makijaż, okulary w grubej oprawce, szara garsonka, błękitna koszula, proste pantofle, skórzana aktówka – profesjonalna nijakość etatowego korposzczura w trudnym do określenia wieku. Na oko Markowski dawał jej jakieś 35 lat. Przez chwilę zabawiał się zgadywaniem miejsca pracy kobiety, ale szybko porzucił tę rozrywkę i powrócił do ponurych rozmyślań.

Pociąg zbliżał się do Piaseczna; pasażerowie tłoczyli się przy wyjściach. Rafał zarzucił na ramię podróżną torbę i ruszył do drzwi. Jego współpasażerka z ulgą zamknęła książkę i wrzuciła ją do aktówki. Źle dobrana w pośpiechu bluzka krępowała ruchy, a przyciasna spódnica wpijała się w brzuch. Nikt nie przewidział, że będzie musiała podróżować pociągiem. Jednak jej zawód wymagał umiejętności natychmiastowego przystosowania do każdych okoliczności. A Anna była profesjonalistą w każdym calu. Wiedziała, że przy stacji czeka samochód. Będzie mogła zrzucić niewygodny uniform, pozbyć się okularów, rozpuścić włosy. Dżinsy, t-shirt, odpowiedni makijaż i nikt nie rozpozna w niej kobiety z pociągu. Oczywiście bardzo ryzykowała - siedziała przecież naprzeciwko niego. Wiedziała, że dobrze jej się przyjrzał, ale wierzyła w swoje zdolności. Była pewna, że nie popełni błędu.

Markowski stał dłuższą chwilę na peronie; odnowiony budynek stacji uświadomił mu, jak wiele musiało zmienić się w Piasecznie przez ostatnie lata. Nieoczekiwanie poczuł smutek i złość; jakby coś go ominęło, coś mu odebrano. Kto był temu winien? Dobrze wiedział. W tej właśnie chwili, w słoneczne popołudnie na środku peronu Rafał z całą mocą poprzysiągł sobie, że winowajca zapłaci mu z nawiązką za każdą utraconą chwilę.

Starszy aspirant Tomasz Szczygieł z niedowierzaniem i niesmakiem czytał leżący przed nim na biurku list. Anonimów przychodziło do policji sporo; niektóre okazywały się nawet użyteczne. Większość z nich stanowiła jednak mieszaninę pomówień, roszczeń i czystej fantastyki, wychodzącą spod pióra żądnych sensacji, przesadnie praworządnych lub po prostu znudzonych prozą życia obywateli. Donos, z którym Szczygieł miał do czynienia w tej chwili zawierał w sobie oskarżenie tyleż poważne, co absurdalne; trudno było na pierwszy rzut oka stwierdzić, na ile jest ono prawdopodobne.
Drzwi uchyliły się; do pokoju zajrzał aspirant Michał Bryś, zwany przez kolegów Bryśkiem.
- Szarlotki? Moja żona piekła – spytał z uśmiechem.
Szczygieł gestem zaprosił go do środka. Brysiek z ulgą przysunął sobie krzesło.
- Od rana ciągle w biegu, nie miałem czasu nawet kawy wypić. Masz chwilę, czy przeszkadzam?
- Nie, nie – Tomasz z roztargnieniem pokręcił głową – słuchaj, czy mówi ci coś nazwisko Bogucki? Adam Bogucki?
Michał w zamyśleniu zmarszczył brwi, jednak po krótkiej chwili uśmiechnął się szeroko.
- Tak, pamiętam! Zakłócanie spokoju, sprawa z zeszłego lata.
- On zakłócał?
- Nie, on zgłaszał. Mocno rozrywkowe towarzystwo mu się wprowadziło po sąsiedzku - codzienne imprezy od rana do późnej nocy, wrzaski, muzyka. Z dziesięć razy nasi tam jeździli, parę mandatów poleciało. W końcu albo tamci się uspokoili, albo wyjechali, bo przestał dzwonić. A co? Znów to samo?
- Niestety, nie. Sam zobacz.
Szczygieł podał koledze list. Bryś szybko przebiegł oczami zwięzły tekst. Z pogardliwym prychnięciem rzucił kartkę na biurko.
- Bzdury jakieś! Nie mógł tego zrobić, nie osobiście.
- Ludzie robią różne rzeczy. Skąd pewność?
- Stąd, że raz tam byłem w zeszłym roku, poznałem go. Facet jeździ na wózku inwalidzkim, jakim cudem mógłby zrobić coś takiego!?

Anna szybkim krokiem podeszła do zaparkowanego w cieniu samochodu. Zwinnie wślizgnęła się na tylne siedzenie.
- Ile mamy czasu? – zapytała kierowcy, sprawnie pozbywając się spódnicy i żakietu.
- Co najmniej 15 minut. Jeśli pojedzie L-ką. Jak pójdzie do wiaduktu, do siódemki, to prawie pół godziny.
- Wystarczy – Anna wyciągnęła z leżącej na tylnym siedzeniu torby ubrania i kosmetyczkę.

Rafał, nieświadom tego, że jest obserwowany, powoli zmierzał do przystanku. Bez pośpiechu przeczytał rozkład jazdy autobusów i upewniwszy się, że ma jeszcze kilka minut czasu, oddał się bez reszty podziwianiu okolicznych budynków.

 - 2 minuty – zakomunikował kierowca, zerkając na zegarek.
- Spokojnie, już skończyłam – Anna wrzuciła do torebki portfel i telefon.
- Jaki plan? Jedziemy za autobusem, czy będziemy czekać na miejscu?
- Moment – kobieta uważnie zlustrowała wzrokiem przystanek. Czekających było niewielu; trudno byłoby zgubić się w tłumie. Pomysł, który w tym momencie przyszedł jej do głowy, był dość ryzykowny. Z drugiej strony…szkoda było tracić taką okazję…Błyskawicznie podjęła decyzję.
- Jesteśmy w kontakcie. Czekaj na miejscu – rzuciła, pośpiesznie wysiadając. Ruszyła szybkim krokiem - był już najwyższy czas. Ludzie na przystanku ożywili się; Anna nie mogła widzieć ginącego za zakrętem odcinka drogi, jednak była pewna, ze zbliża się autobus. Zaczęła biec.


O tym co będzie się działo dalej możecie zadecydować Wy uczestnicząc w naszym konkursie. Proponowaną kolejną część powieści prosimy przesyłać w terminie do 13 marca na adres redakcjiTen adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript. .

Szczegółowe informacje dotyczące konkursu jak również jego regulamin dostępny jest na stronach piaseczno4u w dziale Hydepark Młodych – link.

 

Redakcja piaseczno4u



 

Czytany 1441 razy
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Opublikowano w HYDEPARK MŁODYCH

Dodaj komentarz